Polacy masowo wygrywają z dezubekizacją.
Wystarczyły przepisy z PiS-owskiej ustaw
23.03.2026, 05:54
Leszek Kostrzewski
18.08.2020, Warszawa, protest byłych funkcjonariuszy, którym obcięto emerytury w ramach
ustawy dezubekizacyjnej. (Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl)
Byli funkcjonariusze służb w PRL odzyskują pełne emerytury
w procesach sądowych, ale też coraz częściej na podstawie – wciąż nie
wszystkim znanego – niepozornego zapisu w prawie. Pokazujemy, jak ten
przepis można wykorzystać. Oto najnowsze dane o tym, ile osób już
wygrało walkę o świadczenie.
Tzw. ustawa dezubekizacyjna obowiązuje od 1 października 2017 r.
Po obniżce świadczeń byli funkcjonariusze organów bezpieczeństwa PRL nie
mogą dostawać więcej, niż wynosi średnia emerytura. Niektórym obniżono
jednak świadczenia do emerytury minimalnej – dziś to ok. 1,7 tys. zł na rękę.
Ustawa zakłada obniżki emerytur funkcjonariuszy służb i policjantów, którzy
choć jeden dzień przepracowali w strukturach uznanych przez IPN za „organy
państwa totalitarnego”. Ich katalog znacznie rozszerzono, dodając np.
pracowników wydziałów łączności, policjantów, którzy w PRL przeszli
szkolenia oficerskie i funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.
Zmniejszone emerytury mają też pracownicy MSW z departamentu PESEL,
czyli ok. 200 programistów i informatyków, absolwentów informatyki
Uniwersytetu Warszawskiego i Politechniki Warszawskiej, którzy opracowali
Powszechny Elektroniczny System Ewidencji Ludności. Według MSWiA służyli
na rzecz „totalitarnego państwa”.
Decyzję o obniżkach dostało blisko 40 tys. osób, w tym 8 tys. wdów i dzieci
pobierających po funkcjonariuszach rentę rodzinną.
Specprzepis, czyli wniosek do ministra
Nowy rząd, gdy tylko przejmował władze, zapowiedział, że naprawi
wprowadzone przez PiS niesprawiedliwości.
W punkcie 20. umowy koalicyjnej zapowiedziano „wprowadzenie
rozwiązań przywracających prawa nabyte emerytów pobierających świadczenia
na podstawie przepisów o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy”.
Mówiąc inaczej: rząd zamierzał odkręcić PiS-owską dezubekizację.
Najłatwiej byłoby to zrobić nową ustawą, tyle że były prezydent Andrzej
Duda, jak i obecny Karol Nawrocki kilka razy dawali jasno do zrozumienia, że
takiej ustawy by nie podpisali.
Dlatego rząd wybrał inne rozwiązania
Jakie? Przywracanie pełnych emerytur na podstawie art. 8a ustawy
dezubekizacyjnej.
Pozwala on szefowi MSWiA wypłacać pełne świadczenia. Wystarczy, że z takim
wnioskiem wystąpi do ministra funkcjonariusz, któremu zmniejszono emeryturę.
Są jednak pewne warunki. Służba takich funkcjonariuszy w PRL musi być
„krótkotrwała”, a oni sami musieli „rzetelnie wykonywać zadania i obowiązki”
w wolnej Polsce, „w szczególności z narażeniem zdrowia i życia”.
Jak się okazuje, właśnie na podstawie tego specjalnego artykułu
funkcjonariusze wygrywają z dezubekizacją i odzyskują pełne emerytury.
Jak udało nam się ustalić,
już ok. 2 tys. osób odzyskało pełną emeryturę na podstawie tego przepisu.
Wszyscy oni łącznie dostali wyrównania w łącznej kwocie przekraczającej
300 mln zł.
Już za rządów PiS funkcjonariusze domagali się pełnej emerytury na
podstawie artykułu 8a, ale poprzednie władze resortu hurtowo wszystkie
wnioski odrzucały, albo w ogóle nie wydawały decyzji.
- Z tego powodu państwo polskie decyzją sądów musiało później zapłacić
ponad 1 mln zł zadośćuczynienia funkcjonariuszom za bezczynność i
niedotrzymywanie terminów prawnych organów państwa na wydanie
decyzji. To tym bardziej bulwersujące, że większość tych wniosków pisali
ludzie ze stanowisk pomocniczych takich jak sekretarki czy kierowcy. – mówi
Jan Gaładyk ze Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych.
PiS pozytywnie rozpatrzył niewiele ponad 30 wniosków.
Dezubekizacja – sprawy w sądzie
Wiele osób nie wystąpiło do ministra o ponowne rozważenie decyzji dot.
ich emerytury, a sprawiedliwości postanowiły szukać w sądzie. Jak te sprawy się
zakończyły?
Tu też, już za czasów PiS, zapadały pierwsze wyroki na korzyść
pokrzywdzonych. W latach 2021-2023. Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA
(ZER) wykonał postanowienia 8,4 tys. prawomocnych wyroków sądowych
przywracających pełne świadczenia na łączną kwotę ponad 1,3 mld zł.
Obecnie – jak udało nam się ustalić – już blisko 16 tys. osób wygrało
w sądzie i MSWIA przywrócił im wszystkim pełne emerytury. Łącznie
funkcjonariusze w wyniku wyroków uzyskali ponad 2,7 mld zł
W działaniach resortu za rządów PiS i obecnej władzy nastąpiła jednak
zasadnicza różnica. Za rządów obecnej opozycji od każdej przegranej w sądzie
I instancji czy w apelacji resort się odwoływał, co powodowała zwiększenie
kosztów na obsługę prawną (to m.in, koszty zastępstwa prawnego). Koalicja
15 października zmieniła taktykę i w większości spraw nie wnosi odwołań. - Spraw sądowych jest jeszcze ok 1,8 tys. Ale też warto pamiętać, że wiele
osób nie miało jeszcze nawet pierwszej rozprawy, choć ich sprawy trafiły
do sądów w 2017 r., a więc blisko 9 lat temu – mówi Gaładyk.
I zapewnia, że zwlekanie z wyznaczeniem rozpraw wynika z dwóch rzeczy.
Po pierwsze, sądy czekały na wyrok TK. Ustawa dezubekizacyjna czeka
na rozpatrzenie w Trybunale Konstytucyjnym od lutego 2018 r.
Była szefowa TK Julia Przyłębska, i jej następca Bogdan Święczkowski
w obawie o przegłosowanie przez innych sędziów nie znaleźli czasu
na sprawdzenie przez Trybunał, czy ustawa dezubekizacyjna łamie konstytucję.
Do dziś tego wyroku nie ma.
Ostatecznie taktyka sądów zmieniła się, gdy dezubekizacją zajął się Sąd
Najwyższy. 16 września 2020 r. siedmiu sędziów SN orzekło, że kryterium
„służby na rzecz totalitarnego państwa” jako podstawa obniżenia świadczeń
„powinno brać pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, w tym także
indywidualne czyny i ich weryfikację pod kątem naruszenia podstawowych
praw i wolności człowieka”.
Wyrok Sądu Najwyższego oznaczał, że nie można karać obniżeniem
emerytury wszystkich tylko dlatego, że pracowali w danej instytucji –
wymienionej w ustawie dezubekizacyjnej i zaliczonej do takiej, w której praca
oznaczała służbę na rzecz totalitarnego państwa.
Po wyroku SN w każdej sprawie sądy muszą badać, czy funkcjonariusz,
pracując w danej instytucji, łamał prawa człowieka (np. działał przeciwko
opozycji czy Kościołowi).
Podobnie orzekł Naczelny Sąd Administracyjny, który wskazał, że sam
fakt pełnienia służby, bez względu na to, czy charakteryzowała się ona
bezpośrednim zaangażowaniem w realizację zadań i funkcji państwa
totalitarnego, czy też ograniczała się do zwykłych, standardowych działań, jest
nie do zaakceptowania z punktu widzenia standardów demokratycznego
państwa prawnego.
Te decyzje SN i NSA sprawiły, że sądy I instancji odwieszały sprawy
dezubekizacyjne i wreszcie zaczęły wydawać wyroki
Gdzie pieniądze na sady?
Był też jednak – według Gaładyka – drugi powód, ciągnących się
w nieskończoność postępowań sądowych. Chodzi o braki kadrowe
i niewydolność sądów. Choć miało to być proceduralnie rozwiązane już
wiele lat temu.
Otóż PiS wprowadzając ustawę dezubekizacyjną, zdawał sobie sprawę,
że emeryci będą się masowo odwoływać do sądów. Dlatego w 2018 r. resort
sprawiedliwości pod kierownictwem Zbigniewa Ziobry wystąpił o przyznanie
mu 8,6 mln zł na dodatkowe 119 etatów w warszawskim Sądzie Okręgowym.
Ziobro zapowiedział, że pieniądze będą przeznaczone na dodatkowe
30 etatów sędziowskich, 15 etatów asystenckich i 74 etaty
urzędnicze. Wszystkie te osoby miały się zająć tylko rozpatrywaniem odwołań
emerytów od decyzji dezubekizacyjnych.
– Ministerstwo Sprawiedliwości za poprzedniej władzy pieniądze na
dodatkowe etaty dostało z budżetu państwa. Problem w tym, że nie wiadomo,
co się z tymi pieniędzmi stało. Bo na pewno nie przeznaczono ich na sprawy
związane z dezubekizacją – mówi Jan Gaładyk
Zapytaliśmy obecny resort sprawiedliwości czy wiadomo, co się stało
ze wspomnianymi pieniędzmi? Czekamy na odpowiedź.
Dezubekizacja – ile osób nie doczekało wyroku?
Niestety, nie wszyscy poszkodowani doczekali się sprawiedliwości - Szacujemy, że kilka tysięcy osób zmarło przez zakończeniem spraw
w sądzie. Z tego kilkaset osób w wyniku dezubekizacji odebrało sobie życie –
mówi Gaładyk.
Redagowała Patrycja Maciejewicz

