Pamiętnik Antyterrorysty – część siedemnasta

By | 4 grudnia 2021

15 czerwca.

Z samego rana wpadł „Łysy”, w sumie to jego ostatni dzień, radosny jak skowronek. Zaraz poszedł do Kadr, oddał szmatę, dostał obiegówkę. Już w drodze do nas załatwił kilka podpisów. U nas, najważniejsze, „Łysy” opróżnił swoją szafę. Przez całe życie kolekcjonował różne kabury, noże szturmowe, kajdanki i tam takie. Wybrał sobie dwie kabury do swojego Taurusa, na pas i podramienną, a resztę porozdawał chłopakom, byli zachwyceni, bo rzeczywiście modele kabur świetne. Podobnie porozdawał chłopakom kilka noży. Sobie wziął „Fairbana” i stareńki nóż szturmowy wz. 51. Mnie też zrobił prezent – dał mi drugi nóż szturmowy wz. 51, co go zawsze uważałem za najlepszy i dał mi angielskie kajdanki quick-kuf. Z tymi kajdankami to jaja – Angole wiele lat temu przezbroili całą policję na te kajdanki, sztywne, które znakomicie się nadają nie tylko do kucia rąk, ale jako narzędzie walki – obezwładniające. Właściwie na nie nie ma silnych. Ktoś proponował przezbrojenie polskiej policji na takie, ale jakiś pacan z KGP poleciał do Londynu i kupił wiele tysięcy „angielskich kajdanek” – tych wycofywanych ze służby, co Angole je sprzedawali jako złom. Służba więzienna kupiła takie ekstra kajdanki, ale zapomnieli kupić instrukcji, albo wynająć instruktora, więc mają ale nie umieją używać. „Łysy” załatwił dwie pary tych kajdanek od klawiszy i nauczył, jak się nimi posługiwać. W ten sposób jesteśmy nieźli – nigdy się nie zdarzyło, żeby nie dało się spacyfikować nawet najbardziej fikającego łobuza. No, oczywiście oddałem „Łysemu” jego nowego Taurusa, ale go pieścił…

Przy kawce „Łysy” zdradził mi największą tajemnicę, co będzie robił na emce. Ale bomba, on się kilka miesięcy temu ożenił po raz trzeci, z bardzo młodą dziewczyną; no i teraz za kilka miesięcy komandos – „Łysy” będzie walczył ze smoczkiem i pieluszkami. Skądinąd kapitalny pomysł na emeryturę, fajne jaja.

„Łysy” jeszcze parę dni będzie łaził z obiegówką to się będziemy widzieć, chce to załatwić jak najprędzej, bo mu obiecali, że dostanie odprawę i wszystko inne natychmiast. Dobrze by było….

16 czerwca.

Z ranną pocztą dostałem pilny rozkaz do pilnego zawiadomienia wszystkich podległych policjantów. No tom zwołał ludzi i czytam (wcześniej sam nie czytałem). Piękne! Oto KGP likwiduje policjantom lekarskie badania profilaktyczne i wszystkie dodatkowe, czyli prześwietlenia, badania laboratoryjne itp. Ma to służyć celom oszczędnościowym. Dotyczy to też przeglądów dentystycznych. Profilaktyka won. Ale ludzie zaczęli kur…wać. Te badania profilaktyczne to i tak od dawana były tylko pro forma, ale zdaniem ludzi już chociażby prześwietlenia nie. Próbowałem sam coś z tego zrozumieć, nie dało się, ale na szczęście przyszedł Zastępca ds. Prewencji. Okazało się, że o tym on też nie wiedział, ale go w końcu ludzie zaczęli pytać. Stary się wk…ił i podzwonił gdzieś, a później powiedział, że to wymyślono w KGP dla oszczędności. No to ludzie zaczęli pytać jakie oszczędności, jeśli każdy odprowadza składkę zdrowotną, a jest tego w końcu po parę tysiaków rocznie. To co jest z tymi pieniędzmi. No tośmy ustalili, że żeby być w porządku to kto pójdzie do lekarza to wraca z L-4. Wtedy każdy będzie kryty, że łazi do lekarza nie bez potrzeby. Ciekawe jak na tym wyjdzie komenda. Stary już nawet rozmawiać nie potrafił, tylko wkurzony poszedł…

17 czerwca.

Siedzieliśmy z „Malutkim” przy kawce, nagle drzwi się otwierają i wchodzi … „Baca”. Nasz „Baca”; był u nas lata, parę lat temu zainkasował cholernie ciężki postrzał w nogę, mało brakowało, by mu ją ucięli, ale na szczęście dało się uratować, a po prawie dwuletniej rehabilitacji wróciła do formy. „Baca” zanim upadł zdołał jeszcze wsadzić dwie kule w bebech łobuza, niestety sk…syn przeżył, ale ma teraz, k…, ciężkie życie. Zainkasował „srebrne wesele” za zabójstwo mafijne i postrzelenie „Bacy”. Wydawało się, że twardziel, w pudle chodził za bohatera, co to psa postrzelił, ale „Łysy” miał fajne kontakty z klawiszami, to tamci delikatnie mu załatwili bohaterstwo. Teraz do jakiego pudła by nie trafił cwelują go wszyscy, życia, k…, nie ma….

Jak „Baca” leżał w szpitalu to mu podsuwałem różne książki, stale ktoś mu coś zanosił, dzięki czemu zdał z wyróżnieniem egzamin do Szczytna. Akurat kończy, za kilka dni będzie miał gwiazdki. Przyjechał do nas, bo musiał sobie mundur dorobić na promocję. Nic dziwnego – „Baca” jest zbudowany jak niedźwiedź, żadna kurtka na niego nie pasowała, więc wziął taką na dwumetrowego byka i zaniósł do krawca, żeby mu przerobił, podobno zapłacił majątek, ale ma naprawdę elegancką. Przyniósł pokazać – ładnie. Pytam jakie ma plany – „Baca” mówi, że jeszcze dzisiaj wraca do Szczytna, samochodem, w niedzielę promocja i powrót. Mówi, że na pewno nie wie, ale podobno ma szanse na pierwszą lokatę (jeszcze liczą średnią), pracę dyplomową – co nawiasem mówiąc mu pomagaliśmy pisać, a „Malutki” mu przetłumaczył z angielskiego kupę tekstów fachowych – obronił z wyróżnieniem. Po szkole przysługuje mu pełny urlop i do roboty. Delikatnie pytam – „co dalej?”. No to „Baca” mówi, że już był w kadrach, naczelnik mu proponuje pracę w kadrach na stanowisku oficerskim. O żesz k…..!!!

Dopierośmy z „Malutkim” na niego wsiedli: „Na łeb żeś upadł? Do reszty cię pojebało? Mózg ci „persilem” w tym Szczytnie wyprali? A może ci się wydaje, żeś jak zobaczył ten babiniec w Kadrach to tam się czeka muzułmański raj ze stadem hurys?”

Tu się nieśmiało ozwał „Baca” – „przecież naczelnik facet i on mówi, że jakbym przyszedł to by nas było dwóch”.

„Malutki” ryknął – „on tylko robi na etacie faceta, a ty tam się przerobisz na ciotę”…..

No to ja: „jak ci się, k… wymarzył muzułmański raj, to droga tam nie taka łatwa. Ogłoś najpierw dżihad i zgiń, to wylądujesz w raju, niedaleko zresztą „Malutki” cię tu zaraz pod płotem załatwi… ma k.., wprawę z Afgana…”

Na to „Baca” – „no wiecie ja byłem postrzelony, mam żonę na jesieni będę miał dziecko”….

No to mu mówimy: „w takich kadrach to się nabawisz hemoroidów, później ci lekarze dupę skroją, a w nagrodę wystawią cię za rany do Krzyża Zasługi. Rozumiesz u nas jak byś został ranny to jak facet od 10 gram ołowiu, a jak się dorobisz krzyża, to najwyżej brzozowego, ale będziesz swój, będą cię szanować. Myślisz, że po jaką nagłą k…ę żeśmy ci książki do szpitala zanosili, żebyś się w Szczytnie zmarnował? Teraz będziemy musieli długie miesiące oduczać cię tych, k…., mądrości. Dostaniesz dowództwo grupy szturmowej, w poniedziałek do roboty, a spóźnij się, to….”

W końcu uzgodniliśmy, że w następny poniedziałek, niech sobie trochę odpocznie. Urlop pełny dostanie jak mu się dzieciak urodzi…. Pocałowaliśmy się i pojechał – już mu coś do głowy zaczyna wracać, wróci do domu, będą z niego ludzie…. a przy najbliższej okazji to ten (ta) naczelnik kadr od nas to i owo usłyszy….

18 czerwca.

Zgodnie z obietnicą daną Szefowej Szkolenia dzisiaj pojechaliśmy na poligon z Kryminalnym. Szkoleniówa załatwiła konserwę amunicji i autobusik, a że pogoda piękna – popruliśmy. Szefowa szkolenia też się z nami zabrała. Zebraliśmy ludzi i na samym początku wspólnie z „Malutkim” dokonaliśmy kontroli broni. O k…, czego tam nie mieli. Kilku miało przyzwoite glocki, było też sporo waltherów, z różnych faz produkcji, łącznie z kilkoma z plastikowymi przyrządami, niestety sporo ludzi miało P-83 i sporo „zabytkowe” P-64. Do tego różnorodność kabur, od służbowych – przaśnych różnego wzoru i kształtu, chociaż z jedną wspólną cechą – żadna nie nadaje się do noszenia broni i do szybkiego wydobycia. Część ludzi miała parciane mundurowe, część różne odmiany kabur kupionych indywidualnie. Przeglądając P-64 okazało się, że wszystkie są starsze ode mnie, mają po 50 parę lat. Rozpacz. Każda broń palna może być używana najwyżej do 50 lat – powyżej to już tylko złom. Metal się starzeje, cząstki, kryształy metalu tracą właściwości, praktycznie każdy pistolet starszy, niż 50 lat nadaje się tylko do przetopu. Nie rozumiem polityki ludzi, którzy odpowiadają za uzbrojenie policji. Danie pierwszoliniowym gliniarzom złomu do ręki to proszenie się o wypadek. Oczywiście wszystkich posiadaczy stareńkich „czaków” wyeliminowaliśmy. Okazało się, a rozbieraliśmy z „Malutkim” każdą spluwę, że większość jest po prostu brudna. Gnaty nie używane latami, a noszone w kaburach pod ubraniem zwyczajnie zassały do lufy różne paprochy, a te połączone ze smarem stworzyły piękne, eleganckie, grożące rozdęciem lufy błoto. Jeden glock był nawet w fabrycznych smarach, właściciel nie wpadł na to, że trzeba go przeczyścić. Amunicja praktycznie do wszystkich pistoletów nie nadawała się do użytku, ludzie nosili pestki po kilka lat. Bardzo wiele nabojów zdradzało objawy zniszczenia spowodowanego ustawicznym ładowaniem i rozładowywaniem magazynków. To pamiątka z czasów, gdy części gliniarzy odbierano broń po służbie, każąc ją rozładować. Oczywiście stałe ładowanie i rozładowywanie naboi kompletnie je zniszczyło. Ale to nie wszystko, w wielu pistoletach sprężyny donośników magazynków były sparciałe. Nic dziwnego – spluwa załadowana kilka lat temu i nigdy nie używana zwyczajnie się starzeje i traci właściwości.

Uroczyście spisaliśmy protokół szkolenia strzeleckiego – wymieniając broń do natychmiastowej wymiany, całość amunicji do wymiany, a resztę broni do odczyszczenia i odtrąbiliśmy szkolenie. Szkoleniówa była niepocieszona, ale pokazałem jej różnicę pomiędzy moim wypieszczonym glockiem, a najlepszym glockiem grupy – dopiero uwierzyła.

Skądinąd to rozpacz – gliniarze z Kryminalnego to ludzie pierwszoliniowi, wielu kiedyś nieźle posługiwało się bronią, ale lata zaniedbań zrobiły z nich absolutnych pacyfistów, wyobraźcie sobie w jakim stanie umiejętności strzeleckich są inni gliniarze, aż strach, k…, po ulicach chodzić…

19 czerwca.

Oczywiście zaraz, k…., z samego rana wybuchła awantura. K…, jak ja lubię spokój, w końcu wybrałem sobie cichą i spokojną robotę w AT, a teraz musze się użerać z problemami. Awantura wybuchła o wczorajsze szkolenie Kryminalnego. Szefowa Szkolenia dostarczyła notatkę z wczoraj Zastępcy ds. Operacyjnych, a ten wezwał mnie do siebie w celu op…nia. No to poszedłem, ryczy już od progu. Musiałem mu opowiedzieć co było wczoraj. Mówię, jak człowiekowi, k…, że to ku…ski skandal, że ludzie mają broń znacznie starszą niż oni sami, nie wiadomo, czy który nie odziedziczył broni jeszcze po ojcu, o ile nie dziadku (oczywiście jeśli takiego w policji miał). Tłumaczę spokojnie, że każda broń palna ma techniczny resurs i jak go przekroczy to staje się złomem, że zawsze istnieje szansa rozerwania takiego zabytku w czasie strzelania. Jakby to się zdarzyło na strzelnicy to jeszcze pestka, ale jakby na serio w akcji? Poza tym ludzie od lat nie strzelali, amunicja się przeterminowała i zwyczajnie jest też niebezpieczna. Ponadto jak przez lata nie strzelali, to i nie czyścili broni, więc się z tego zrobił istny syf. Mnie nie wolno prowadzić zajęć szkoleniowych w takich warunkach; może dojść do wypadku, a niezależnie od tego jak ma się uczyć ludzi porządnego obchodzenia się z bronią, jak są do tego zwyczajnie nieprzygotowani. Widzę, że stary się trochę uspokoił, więc nawijam dalej, że jeśli zależy mu na ludziach – to przede wszystkim niech im załatwi lepszą broń; można przecież pozabierać glocki „gaciowym” i dać je ludziom z pierwszej linii. Powiedział, że przemyśli….

Generalnie wróciłem wk…ny, że muszą tłumaczyć rzeczy najprostsze z prostych, a poza tym świecić oczami za tych „fachowców” od GMT. Trzeba się było gdzieś wyżyć, więc powiedziałem „Malutkiemu”, że idziemy walczyć o „Bacę”. Wcześniej wypiliśmy porządną kawkę i ubraliśmy się szczególnie bojowo. „Malutki” mocno podwinął rękawy łaciaka, przypasał do przedramienia nóż, rozchełstał mundur, by było widać tatuaże. Ja podobnie złachałem mundur, przypasałem „negocjatora” i nóż wz. 51 i poszliśmy do szefa (wej) Kadr.

Wparowaliśmy od razu, bez pukania, mimo sprzeciwu sekretarki i od progu rozdarliśmy mordy, że Szef (wa) Kadr uprawia sabotaż, najlepszych ludzi chce nam zabrać przy takich brakach kadrowych, a w ogóle „Baca” nasz i go nie oddamy. Przez godzinę nie daliśmy dojść do słowa, ale wywalczyliśmy. Przy okazji załatwiliśmy przeniesienie na stałe tych chętnych ze zwłok … Komisariatu. Tu próbował (a) oponować, że wszyscy są karani dyscyplinarnie za nadużycie przymusu – czy my chcemy takich. Oczywiście, wychowamy ich i już na nich skarg nie będzie, bo jak się komuś łapy połamie to nie będzie pisał; po prostu za łagodni byli, ot co…

Uff, jakoś się udało… Najważniejsze, ze będziemy w stanie stopniowo odbudować porządny zespół, żeby tak jeszcze udało się wychować, albo pozyskać kogoś na dowódcę pirotechników, to już byłoby całkiem dobrze… bo na razie to chyba awansować Alika, chociaż by długo nie poszefował – za bardzo się odszczekuje…

[cdn…] podinsp. w stanie spoczynku Adam M. Rapicki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *